PDA

Zobacz pełną wersję : Zdążyć przed poronieniem



Strony : 1 [2]

Nie zarejestrowany
27-05-10, 16:57
Rozumiem Cie,mnie też lekarz nie wykrył ciąży na usg a inna lekarka nawet nie zauważyla,że mam wycięty pęcherzyk żółciowy.Przez 2 tyg.podobno chodziłam z martwą ciążą....Dobrze,że wkońcu trafiłam na dobrego lekarza,ale cóż skończyło sie,jak się skończylo...Dbajcie o siebie dziewczyny...

Nie zarejestrowany
28-05-10, 12:41
brak słów
moja siotra 2 ciąże żadnych komplikacji super porodu zdrowe dzieci a ja druga ciąża i wielki ból, smutek, żal czemu jedni bez zadnych koplikacji a drudzy nie mają żadnych perspektyw
boję sie następnej ciązy
nie wiem jak przeżyję kolejne poronienie
Bóg chyba wystawia mnie na wielką próbę
nie wiem czy podołam
mój mąż jest jedynym wsparciem dla mnie bez niego nie wiem co bym zrobiła... pewnie by mnie już nie było...

Nie zarejestrowany
28-05-10, 20:56
Tereniu ,nie poddawaj się.Wszystkie jesteśmy w tej samej sytuacjii.Musimy się nawzajem wspierać i nie myśleć o najgorszym,choć czasami się nie da...,ale musimy sie starać...Nie poddawaj się...

Nie zarejestrowany
28-05-10, 23:33
Cześć dziewczyny ja też poroniłam był to 9 tydzień Tak bardzo cieszyliśmy się razem z mężem że będziemy mieli dzidziusia Mamy już synka ma 6 lat i stwierdziliśmy że czas aby miał rodzeństwo Pierwsza wizyta u lekarza na potwierdzenie ciąży i szok ciąża rozwija się nieprawidłowo ciąża obumarła To było straszne Skierowanie do szpitala dokładne badanie USG i zabieg:( Jestem już miesiąc po zabiego i zadaje sobie pytanie dlaczego z pierwszą ciążą nie było żadnych problemów Cały czas o tym myśle Mam nadzieje że jeszcze nam się uda Trzymam za was kciuki i za siebie też

Nie zarejestrowany
29-05-10, 10:27
Poroniłam w 19 tygodniu powodem było pęknięcie pęcherza płodowego i opłynięcie wód. Lekarze nie dawali szansy na podtrzymanie ciąży i jak najszybciej trzeba było wywołać poród. Przez cały ten czas czułam ruchy dziecka wiedziałam że żyje a jednak musiałam urodzić. To był chłopczyk żył 1 h został ochrzczony Filip i pochowany. Zapisaliśmy go w urzędzie, nie był płodem jak nazywali go lekarze był naszym synkiem. Nie ma dnia żebym nie zadawała sobie pytania czy tego można było uniknąć a może nie powinnam się zgadzać na poród. Teraz została tylko pustka......

Nie zarejestrowany
30-05-10, 23:12
Ja poronilam w 6 tygodniu ciąży ... w marcu tego roku .... To była moja 1 ciążą... przeżyłam to strasznie i boję się kolejnego zajścia w ciążę żeby historia sie nie powtorzyla .... czy któras z was po pierwszym poronieniu bez proble,u donosila nastepna ciaze??? pozdrowki i trzymajcie sie kochaniutkie :)

Nie zarejestrowany
03-06-10, 10:56
Witam was dziewczyny jak już wcześniej pisałam również poroniłam 1,5 roku temu już znam przyczynę to przez cytomegalie po 1,5 roku się o tym dowiedziałam byłam wtedy za granicą i oni takich badań nie znali wiec ich nie robiłam jak wróciłam do polski po poronieniu zrobiłam badania i cytomegalia igm wyszla ujemna a igg dodatnia 250 skierowano mnie do szpitala na zakażny a tam mi lekarz powiedział ze wyszystko jest ok i zebym sie nie martwiła odczekała rok i spróbowała jeszcze raz.Żebym wtedy wiedziała że to sie leczy to bym sie leczyła wczoraj zrobiłam badania bo chcemy z mężem starać sie o dziecko i powtórka z cytomegali igm ujemny a igg dodatni 250 przeklinam tego lekarza bo to sie leczy ja nie wiedziałam i zaufałam mu teraz każą mi zrobić badania na hiv a jak będzie dobrze z tym wynikiem to będe brała jakieś tabletki bo lekarz mi powiedział że jak zajde teraz w ciąże to na 100%poronie .Czy byłyście w takiej sytuacji.Dziewczyny róbcie sobie te badania przed ciążą ,żeby mieć pewność że wszystko jes ok.

Nie zarejestrowany
04-06-10, 19:54
mam dopiero 20 lat razem z chlopakiem postanowilismy wziasc slub i starac sie o dziecko wiec tak zrobilismy niemialam zadnych problemow z ciaza.. na usg wszystko wyszlo w porzadku a po 2 tygodniach dostalam boli porodowych mialam co 10 min pojechalam do szpitala nad ranem... rano byla wizyta zrobili mi usg wyszlo ze plod jest martwy dali mi tabletke na przyspieszenie porodu... mam taka pustke w sobie 20.05.2010 mialam pogrzeb mojego kacperka.. :( chodze teraz do psychologa ale jak narazie nie czuje poprawy ale wierze w to ze bedzie coraz lepiej bede walczyla dalej o dziecko trzymajcie sie dziewczynki bedzie dobrze

Nie zarejestrowany
04-06-10, 20:01
moje dziecko mialo rozczep kregoslupa lekarze powiedzieli mi ze u mnie z narzadami wszystko w porzadku u mojego partnera tak samo wyniki wyszly w porzadku czekam na wyniki dlaczego tak sie stalo... moze to mnie uspokoi albo i zaniepokoi bedzie dobrze na to licze

Nie zarejestrowany
05-06-10, 09:09
Nie moge dać sobie już z tym rady.Odkąd miałam obumarłą ciążę,próbuję zajść w ciąże i nic.Moje dzieciątko miałoby już 4 latka.Jak Wy dajecie z tym radę...ja już opadam z sił...:(

Nie zarejestrowany
05-06-10, 10:56
trzeba probowac dalej chodzic do psychologa i inne sprawy z tym zwiazane trzeba wierzyc ze bedzie lepiej i pamietac ze ktos w naszym zyciu byl ze tam naszym aniolkom jest lepiej... pozdrawiam

Nie zarejestrowany
09-06-10, 22:32
Witam Was serdecznie kochane... ja rowniez stracilam moje najukochansze najcudowniejsze najpiekniejsze na swiecie malenstwo... w srode 2.06.10 w dzien mojego pierwszego tak bradzo wyczekiwanego usg gdy wstalam rano zaczelam plamic, mimo tego po telefonach do lekarza, poloznej i szpitala poszlam na usg... to czego tak bardzo sie balam stalo sie prawda... moje dzieciatko zmarlo... na 12-13 t.c dzieciatko zylo 8t i 3 dni... pielegniarka powiedziala ze bylo martwe juz od ok.3-4 tygodni... straszna starata, bol zlamane serce, placz no i co najgorsze poronienie wywolane przez podanie tabletki( 1-sza tabletke dostalam tego samego dnia w szpitalu doustnie, a druga w piatek kiedy juz bylam w szpitalu podali "tam do srodka", nie bede pisac co przezywalam bo po prostu serce mi sie sie lamie jak o tym pomysle, od kiedy wrocilam z e szpitala siedze na forach...czytam...szukam...probuje sie dowiedziec jak najwiecej .... jestem w szoku poniewaz bedac w szpitalu lekarka powiedzilala ze poronienie zdarza sie bardzo czesto...z tym ze ja sie czulam jakbym byla jednoosobowym przypadkiem w tej calej sytuacji ktora mnie spotkala... teraz juz wiem ze tak nie jest niestety bo nikomu nie zycze tego co sie przytrafilo mnie... czasem tak mysle ze bylam samolubna twierdzac z e jestem sama z tym wszystkim co mnie spotkalo i zarazem zle zyczaca... bo nikomu tego nie zycze...i to dzieki wam kobietka ktore przeszy przez to co ja... mam sile by to przetrwac i sprobowac ponownie!!!! Zycze aby wam wszystkim sie udalo i abysmy nastepnym razem zawitaly tutaj aby wesprzec inne kobietki, ze warto probowac za wszelka cene! buziaki i pozdrawiam P.s jesli ktoras z was chce porozmawiac... wyzalic sie i poplakac wspolnie podaje moje gg. 5000920 czasme latwiej sie wyzalic obcemu... buzka

Nie zarejestrowany
15-06-10, 20:17
Też przez to przeszłam! Straciłam pierwsze dzieciątko między 12 a 15 tyg. ciąży (w listopadzie 2008 r.). W 8 i 12 tyg widziałam na usg bijące serduszko. Ciąża obumarła z niewiadomej przyczyny. Po powrocie do domu ze szpitala - domująca pustka, jak po pogrzebie blikiej osoby, jakby ktoś tu wcześniej był. Bo przecież był! Informacja, że o kolejnj ciąży można myśleć dopiero za minimum 3 miesiące była nie do zniesienia. Ja chciałam już, natychmiast! Rzuciłam się w wir poszukiwań przyczyny w Internecie, a tu pełno historii takich jak moja, a nawet gorszych, bo mówiących o kolejnych poronieniach. Z bijącym sercem szukałam informacji, że któraś z kobiet za drugim czy trzecim razem urodziła. A takich informacji nie bylo zbyt wiele - i znów potworny lęk. Pomogła mi pani psycholog i praca, do której po 2 tygodniach od łyżeczkowania wróciłam. Wciąż jednak unikałam ludzi, złaszcza tych z małymi dziećmi nie pojechaliśmy na chrzciny siostrzenicy męża - bo baliśmy się bólu!Rodzina tego nie zrozumiała. Posypały się znajomości. Znalazłam świetnego lekarza, zrobiliśmy masę badań - wszystkie były ok, przyczyny śmirci dziecka nie poznaliśmy. Zaszlam wciążę po 6 miesiącach od poronienia i w lutym 2010 r. urodziłam córeczkę. Ciąża przebiegała bez poważnych problemów. Z perspektywy czasu mogę doradzić jedno - uważajcie na Internet. To dobre narzędzie do przeżycia żałoby, można się wyżalić, popłakać sobie etc. Mnie jednak Internet nie ułatwiał zachowania spokoju, wiary w to, że mimo straty dziecka można zajść w ciążę i urodzić. Z własnego otoczenia znam kilka kobiet, które też traciły ciąże, a potem miały jedno, dwoje lub troje dzieci. Ten przekaz jednak do mnie nie trafiał, trafiały natomiast traumatyczne relacje kobiet, które czytałam w Internecie. Nie wiem co to za mechanizm, ale tak rzeczywiście w moim przypadku było. Może chodziło o to, że tych przykrych relacji było zdecydowanie więcej niż pozytywnych i powstawało wrażenie, że jedno poronienie na pewno doprowadzi do kolejnego, a przecież tak być nie musi i często nie jest! Kochane pamiętajcie o tym, nawet wtedy a może zwłaszcza wtedy jak ból po stracie dziecka się potęguje - u mnie jakoś tak ból wracał falami, gdy już myślałam, że jest lepiej nagle, z niewiadomych przyczyn znów bolało koło serducha. Ściskam Was wszystkie mocno!

Nie zarejestrowany
19-06-10, 20:39
WITAJCIE
mój aniołek odszedł od nas 14 czerwca w 8tyg. ciąży.To co czuję w tej chwili jest nie do opisania,a pytania dlaczego to nas spotkało wciąz nie zchodzą z moich ust.Przecież mam zdrową pięką córke,która ma 6lat,więc dlaczego teraz pojawiły się problemy?Nie potrafię patrzeć bez emocji na swój brzuch....dziwne??

Nie zarejestrowany
21-06-10, 00:52
www.health.akunapolska.pl

Nie zarejestrowany
22-06-10, 12:57
Spotkało mnie to samo. Poroniłam w 7 tygodniu ciąży...ból straszny i pytanie czy kiedyś będzie mi dane donosić ciąże, czy będę miała siły żeby nie dopuszczać do siebie myśli, że mogę poronić po raz kolejny. Niby młody, zdrowy organizm, dużo odpoczynku, dbania o siebie i jak widać wszystko się może zdarzyć.

Nie zarejestrowany
22-06-10, 21:00
Cześć Dziewczyny! Dziś była u mnie kolezanka,która spodziewa sie maleństwa za miesiąc.Wiele mnie to kosztowało,by nie pokazać po sobie
jak bardzo chciałabym być na jej miejscu i jak jej zazdroszczę...Moje...miałoby juz 4 lata...:(

Nie zarejestrowany
22-06-10, 22:05
Witam cieplutko,minął tydzień jak mój okruszek odszedł od Nas a ja ciągle patrzę na siebie i myślę że to jakaś pomyłka że to naprawde się nie zdarzyło!!!!!!!!!!!
Niestety to nie sen to prawda...........Boże pomóż mi przetrwać ten ciężki okres!!!!!!!

Nie zarejestrowany
23-06-10, 11:53
Podpisuję się pod postem poniżej, aby aż nadto nie wczytywać się w informacje w internecie!!
Poroniłam w tuż przed Bożym Narodzeniem 2009. Późniejsze badanie wykazało, że miałam cytomegalię, która właśnie mogła być powodem poronienia. Tak, to jest ból, który zrozumiemy tylko my - kobiety, które przez to przeszły!!
Minęło pół roku, psychicznie czuję się gotowa na ponownie zajście - fakt, mam strach w oczach, że według rokowań moja szansa na ponowne poronienie wynosi 25%, ale dlaczego mam nie być w 75% kobiet, które urodzą zdrowe dziecko?? Nie chcę się poddać!!
Problemem dla mnie jest ten złośliwy wirus: w styczniu Igg = 36, w marcu = 43, a w czerwcu = prawie 70!! To dziadostwo powinno maleć, a u mnie rośnie:( I nikt, ale to absolutnie nikt, nie potrafi mi powiedzieć - co ja mam teraz robić:( Czekać, czy próbować?
Naczytałam się, że niby pierwotne zakażenie jest niebezpieczne, że teraz w ciążę powinnam zajść w miesiącach ciepłych, gdyż moja odporność powinna być skuteczniejsza, ale nie wiem czy w to wierzyć, czy nie wierzyć...
Może któraś z Was miała podobny dylemat??
Optymistycznie podchodząc - chcę spróbować, bo może wszystko będzie dobrze, a z drugiej strony - jeśli poronię, mogę się zrazić i znowu cierpieć...
Ehm, dziękuje mojemu kochaniu za znoszenie tych zmiennych nastrojów: nasza miłość musi wygrać i zaowocować zdrową dzidzią!!

Nie zarejestrowany
23-06-10, 12:26
Cześć ja też mam cytomegalie jak pisałam poniżej w komentarzu tylko że moja igm to jest w normie ale igg 250 dodatni i tak sie trzyma od 1,5 roku tego sie nie leczy byłam ostanio u zakażnika i powiedziała że nie widzi żadnych przeszkód w zajściu w ciażę cytomegalię leczy się u osób chorych na hiv badż aids ja robiłam wyniki i wyszedł negatywny wiec powinno być oki mówiła mi że igg jest strasznie duże ale nie ma na to lekarstwa wiec powinnam próbować wiec się nie stresuj powinno być dobrze.

Nie zarejestrowany
24-06-10, 15:47
We wtorek straciłam mojego maluszka w piątym tygodniu ciąży. Już zdążyłam go pokochać, wybrać imię po prostu się ucieszyć. Dziś wróciłam ze szpitala jest mi coraz trudniej o tym myśleć, bo pokochałam Kogoś kto był przez chwilkę

Nie zarejestrowany
24-06-10, 20:03
Witaj wsród rodziców dzieci nie narodzonych,muj maluszek odszedł 14 czerwca,a ból w sercu nadal jest ogromny.Tak bardzo wiem co czujesz bo przecież to też moje odczucia,bardzo mi przykro.Jedyne co nam w tej chwili zostało to wzajemne wsparcie ,bo nikt nie jest w stanie zrozumieć naszego dramatu jak tylko my same....
Pozdrawiam cieplutko wszystkich!!

Nie zarejestrowany
24-06-10, 20:06
przepraszam za błędy ortograficzne,ale nadal jest we mnie tyle emocji że nie często nie kontroluje się

Nie zarejestrowany
24-06-10, 22:56
Widzę ,jak mój mąż pragnie dziecka,a ja miałam martwą ciążę,4 lata temu...i od tego czasu nic....Ja się do teraz jeszcze ,nie pozbierałam...a mój mąż...nie wiem co robić...:(

Nie zarejestrowany
27-06-10, 19:38
W sobotę wróciłam ze szpitala po trzecim już obumarciu płodu, jest to straszne nie mogę sobie z tym poradzić, nie wiem co sie dzieje. Mam jesdnego pieknego i zdrowego syna, ma 11 lat i strznie prognę drugiego dziecka. Nie znalazłam lekarza, który by powiedział, ja pani pomogę wręcz przeciwnie, każdy mówi ,że jak kolejny raz nie wyjdzie to trzeba dać sobie już spokmój. A czas mi leci mam już 40 lat i życie moje straciło sens, nie chce juz żyć i myślę trylko o tym żeby ze soba skończyć. Kto jest w stanie mi pomóc, niech sie odezwie. Zrozpaczona Aneta

Nie zarejestrowany
27-06-10, 21:03
Witaj!Bardzo mi przykro.....ale nie możesz pisać takicg rzeczy,że skończysz ze sobą normalnie szok przecież masz syna to On już się nieliczy???Ja też mam jedną córke i bardzo pragnę mieć jeszcze jednego maluszka mam już 36lat straciłam swojego aniołka w 8tyg.ciąży.Też Go pokochałam chociaż był z nami tak krótko!!Ale mam jescze moją księżniczke i to ona jest teraz moim życiem.
Z jakiego rejonu Polski jesteś może ktoś będzie móg Ci pomóc,polecić jakiegoś specjaliste.Pozdrawiam serdecznie

Nie zarejestrowany
27-06-10, 21:12
Dziekuję, że mi odpisałaś. Teraz jestem strasznie załamana i z tym sobie nie radzę. Bardzo kocham moje syna, tak naprawde to on trzyma mnie przy zyciu jest sensem mojego zycia, ale pragnienie jest bardzo duże. Jestem z Nowego Sącza to woj. małopolskie i szukam sensowniej pomocy. Błagam pomórzcie!!!!!

Nie zarejestrowany
27-06-10, 22:12
No to niestety ja jestem ze Śląska okolice Katowic,ale myslę że na forum napewno ktoś się odezwie z jakąś podpowiedzią bądzmy dobrej myśli,chociaż wiem że to tylko słowa ale bardzo Cię rozumiem i jest mi przykro że nie mam Ci jak pomóc.Ja cały czas siedziałam na internecie czytałam artykuły porady itp. ale tak naprawdę najwięcej info i podpowiedzi jest na forach.No i są to ludzie po takich przejściach jak My,więc nie ma problemu ze zrozumieniem

Nie zarejestrowany
27-06-10, 22:18
Zawsze miło jest usłyszeć takie słowa. Jestem tak zdruzgotana, że będę pisac do skutku, może ktoś mi jednak coś poradzi i pomoże, poleci jakies sensowane rozwiązanie.

Nie zarejestrowany
27-06-10, 22:40
Nie poddawajmy się i walczym z całych sił !!!!!!!!JAk tylko będziesz miała ochotę pogadać ze mną to ja jestem chętna jak najbardziej.
Pozdrawiam gorąco!

Nie zarejestrowany
27-06-10, 22:45
Nie poddam się, czekam na jakies rozwiązanie. A pogadać to zawsze chetnie. Pozdrawiam i zyczę ci miłej nocki.

Nie zarejestrowany
27-06-10, 23:12
acha a zapomniałam zapytać Cię czy jak zaszłaś w koleją ciąże to twój lekarz przepisał ci jakieś tabletki czy coś zażywałaś?

Nie zarejestrowany
28-06-10, 08:49
Tak, ale tylko profilaktycznie luteina oraz magnez i witamina B6, bo powiedział że wszystko wygląda ładnie.

Nie zarejestrowany
28-06-10, 10:06
Jak rozmawiałam ze swoją lekarką to powiedziała mi że jak teraz zajdę w ciąże to od razu przepisuje mi tabletki tylko zapomniała nazwę chyba na "P",są dostepne tylko w Czechach i Niemczech.Ona wystawia recepte wykupujemy ponoć są bardzo skuteczne w ciąży po poronieniach.Tam są one dostępne w każdej aptece,Lekarka powiedziała że bardzo skuteczne i Ona je przepisuje pacjentkom

Nie zarejestrowany
28-06-10, 10:42
Dzieki!! Zorjentuj sie co to za tabletki, jak pojade do Krakowa na wizyte to porozmawiam z lekarzem o tych tabletkach. U nas w Nowym Sączu już nie liczę na pomoc ze strony jakiegokolwiek lekarza. Pozdrawiam!!!!

Nie zarejestrowany
28-06-10, 12:11
A masz jakiegoś dobrego lekarza w Krakowie?Pewnie znasz stronę www.znanylekarz.pl - jest tu trochę opinii o dobrych ginekologach w Krakowie. Jedni są podobno lepsi w leczeniu niepłodności, inni w szukaniu przyczyn utraty ciąży i prowadzeniu "trudnych ciąż". Ja chodziłam w Krakowie do jednego z nich po obumarciu pierwszej ciąży - zrobiliśmy z mężem masę badań, by poznać przyczynę obumarcia dziecka, wszystkie były ok i przyczyny nie poznaliśmy. Bardzo się tego bałam, bo wiadomo - pozna się przyczynę, to zawsze jest szansa na podjęcie jakiegoś leczenia, uniknięcie nieszczęćia za kolejnym razem. Nie pozna się - no to znów działa się trochę "po omacku". Zaszłam w ciążę (przebiegała bez problemów) i urodziłam zdrową dziewczynkę. Nie wiem jakie badania już robiłaś i nie podejmuję się jakiegokolwiek "doradztwa" - myślę, że najlepiej iść do lekarza, który wszystkim dobrze pokieruje.Trzymam kciuki, żeby wszystko się udało. I jeszcze jedno - po obumarciu pierwszej ciąży też sobie z tą sytuacją nie radziłam, też przychodziły mi do głowy myśli, że już nie chce mi się żyć.Ból był tym większy, że to było nasze pierwsze dziecko i nie wiedzieliśmy czy jeszcze kiedykolwiek będziemy mieć dzieci. Ponieważ ból psychiczny był nie do zniesienia zdecydowałam się na wizytę u psychologa - pierwszy raz w życiu. Po niej było trochę łatwiej. No i miałam wielkie wsparcie ze strony męża. Też chcielibyśmy mieć jeszcze jedno dziecko, ale nie wiem czy będzie nam to dane. Z wpisów tu zmieszczonych wynika, że to, że się urodziło zdrowe dziecko nie wynika, że za kolejnym razem znów się uda. Ale na pewno będziemy próbować. Póki co codziennie dziękuję Bogu, że było mi dane urodzić zdrowe dziecko i że mogę cieszyć się urokami macierzyństwa, bo niestety są wśród nas i takie kobiety, którym - mimo lat starań i cierpień - nie udało się czy to w ogóle zajść w ciążę, czy to donosić ciąży. Aneto, trzymam kciuki !!!!

Nie zarejestrowany
28-06-10, 13:21
Dziekuję, że napisałaś. Nie mam konkretnego lekarza w Krakowie. jadę tam z mężem do kliniki leczenia niepłoności po raz pierwszy i działam troche po omacku, ale od czegoś muszę zacząć, bo nie podaruję sobie i nie wybaczę jeżli nic nie zrobię. Jeżeli mi lekarz powie na 100%, że to juz koniec i nic z tego nie będzie to wtedy może odpuszczę a jak nie to pojdę jeszcze do innego. Dzisiaj też złożyłam potrzebne dokumenty o adopcję i tak jak mówię nie odpuszcze, jestem uparta. Pozdrawiam!!!!!

Nie zarejestrowany
29-06-10, 23:59
Dwie ciąże obumarłe: Pierwsza 2 lata temu druga parę dni temu :(
Pierwsza strata to był dla mnie szok. Ani jednego dnia mi nawet przez myśl nie przeszło że mnie może się przytrafić coś takiego...ale niestety serduszko mojego dziecka przestało bić ok 8 tygodnia, a moje serce wówczas pekło ze smutku. No ale pocieszenie lekarzy że tak się często zdarza przy pierwszej ciaży dawało mi nadzieję. Niestety udało się dopiero po 2 latach :(. Ciężki czas oczekiwań, ale jaka wielka radość gdy zobaczyłam 2 kreseczki. Od razu miałam zwiększoną czujność: badałam tem, progesteron, bHCG itp. Objawy ciaży miałam na maxa. Pewnego dnia tem spadła o 2 kreski, poleciałam zbadać progesteron tego samego dnia odebrałam wynik. Poszłam do szpitala tam na wstępie lekko mnie wysmiali że panikuję i żebym się w lekarza nie bawiła. Zbadali mnie (był to 6 TC ale wolałam chuchać na zimne) i powiedzieli że wszystko jest ok a ja jestem przewrażliwiona, ale przepisali mi Duphaston i No-spę.Bardzo się bałam o to dziecko, czułam niepokuj dbałam o siebie potrójnie wręcz.Po wizycie u mojego lekarza (8TC) kazał mi podwoić dawkę Duphastonu.Kolejne USG w 10 TC i niestety...ciąża znów obumarła. Trafiłam do tego szpitala na tą facetkę, która się śmiała że jestem przewrażliwiona, ale ja miałam poprostu przeczucie. Te leki i cała ta reszta niestety i tak nie pomogła. Teraz to wiem że jak Bóg mi nie pomoże to żadna nauka, medycyna i lekarze. W konću dziecko jest Błogosławieństwem i NIE można go sobie wyprodukować, Tylko że mnie sił brakuje na to cierpienie....Modlę się jednak za wszystkie te mamy, które swe dzieciątka straciły w łonie swoim a przede wszystkim za te mamy które urodziły a potem straciły by znalazły ulgę w cierpieniu

Nie zarejestrowany
30-06-10, 09:08
Wiem co to znaczy, to jest bardzo przykre i niesprawiedliwe. Ja sie juz nie potrafie modlić, bo nie wiem dlaczego Bóg mnie nie słucha tylko tak strasznie doświadcza. Jest mi ciężko i nie moge sie z tym pogodzić. Dziekuje ci za to, że napisałaś i pozdrawim cię!!!!!

Nie zarejestrowany
30-06-10, 14:15
Ja też poroniłam już 2 razy. Na szczęście mam cudowną panią doktor, która zaleciła mi zrobić badania na: antykoagulant tocznia i przeciwciała antyfosfolipinowe. Podobno w ostatnim czasie bardzo często zdarzają się poronienia spowodowane właśnie zespołem antyfosfolipidowym. Proponuję zasięgnąć jednak porady lekarza a nie kupować leki, bo jednej osobie mogą one pomóc, ale innej zaszkodzić. Też jestem pełna wiary że się uda, bo jeśli się okaże, że właśnie na ten zespół "choruję" to utrzymanie ciąży będzie możliwe podobno w bardzo prosty sposób. Elu droga nie poddawaj się, bo wtedy napewno nic się nie uda, a skoro tak bardzo pragniesz tego dziecka to w końcu będziesz je miała. Ja jeszcze nie mam dzieci i już mnie to spotkało dwa razy, ale nie załamuję się, bo poprostu takie rzeczy się zdarzają... Wierzę bardzo, że się uda i trzymam kciuki za Ciebie.

Nie zarejestrowany
03-07-10, 18:05
Jak 2 lata temu straciłam moją Andzię myslałam że to koniec świata. Wierzę jedank w Boga i na pocieszenie powiedziałam sobie że Bóg wie co robi i tak widoczniej ma być lepiej.
Wierzyłam też że za drugim razem mi sie uda. Udało się po 2 latach ciężkiej pracy :) i myślałam że to CUD bo był to cykl w którym lekarz okreslił że mam brak owulacji!!!
Spełnienie moich marzeń niestety nie trwało długo bo w 10 TC straciłam Piotrusia-znów ciąża obumarła. Teraz to myslałam że mam pecha i że podwójny koniec świata i że nic gorszego nie może mnie spotkać. Powiedziałm sobie jednak że zaraz po 2 cyklu rozpoczniemy starania. Żałuję że po pierwszym łyzeczkowaniu czekałam z tym pół roku, bo im poźniej tym gorzej było z moimi cyklami.
A tym czasem wynik z badania - Zaśniad groniasty!!! to jak wyrok. Trzeba czekać z kolejnymi staraniami conajmniej rok o ile nie rozwinie się z tego nowotwór zlośliwy i dozyję tego roku. Brakuje mi już sił. Czemu mnie to spotyka? Czemu Bóg nie chce by nasze małżeństwo zamieniło się w rodzinę. Tak pragniemy mieć dzieci. Czemu jedni płaczą że rodzą dzieci a inni płaczą że nie mogą ?

Nie zarejestrowany
03-07-10, 22:49
Ja juz straciłam wiarę, przestałam sie modlić, bo gdy sie modliłam o małe szczęście i tsk Bóg mnie nie słuchał. Od tej pory w nic dobrego juz nie wierzę i zycie moje jest smutne i beznadziejne. Kocham wszystkie dzieci bo z nimi pracuję, ale dlaczego nie moge mieć swojego i zaznać tego wielkiego szczęscie i odzyskac wiare w cud. Pozdrawiam was wszystkie!!!!!

Nie zarejestrowany
06-07-10, 00:15
Witajcie. Dzisiaj będąc u lekarza (9 tydz)ciąży, dowiaduję się, że krew nie dochodzi do płodu. Płód ma 9 miesięcy a wygląda na 7. Jutro rano jadę do lekarza na łyżeczkowanie. Nie wiem, czy wszystko będzie do pzreżycia.

Nie zarejestrowany
07-07-10, 14:11
Ja Cie bardzo dobrze rozumiem, bo jest tydzień po stracie mojego maleństwa i mimo, że wyjechałam na ten tydzięn to nadal wieczorami ryczę i nie moge sie otrząsnąć z tej tragedii. Nie wiem kiedy się z tego otrząsnę, strasznie jest mi ciężko i nic mnie nie cieszy, nawet super wakacje. Powiedziałam do męża, że to są wszystko środki zastępcze a prawdziwego szczęścia nie ma!!!!!! Pozdrwaiam wszystkie pokrzywdzone kobiety przez los!!!!

Nie zarejestrowany
07-07-10, 23:53
Bardzo Anetko współczuję. Już wróciłam dzisiaj do domku. Odbyło się bez komplikacji. Odezwij się jeszcze, jakbyś miała e-maila popisałybyśmy. Ja podam taki ZASTĘPCZY anula2808@vp.pl....POzdrawiam

Nie zarejestrowany
08-07-10, 09:20
Witaj!!!! Oczywiście że nam anetrob@interia.pl lub jak byś chciała to przez naszą klasę, szukaj mnie: Aneta Zarzeka Nowy Sącz. Bardzo chetnie z toba pogadam może coś innego sie dowiem od tego co mi mówią. Wiem tylko tyle że jest mi bardzo ciężko, a kazdy kolejny dzień to straszna udręka. Brak chęci do życia. Odezwij sie proszę!!!! Czekam!!!

Nie zarejestrowany
08-07-10, 15:43
Anetko, napisałam e-maila i podałam GG. Odezwij się....(jestem ukryta cały czas,ale jak będę to odpiszę) Głowa do góry.

Nie zarejestrowany
08-07-10, 17:04
Ja jestem po 3 poronieniu, zabieg miałam w zeszły piątek. Tym razem nie moge sobie z tym poradzić, tym bardziej, że na początku wszystko było dobrze, biło serduszko, poszłam w 9 tc i okazało się, że ciąża obumarła. W 2 poprzednich miałam pusty pęcherzyk. Dlatego teraz tak bardzo się z mężem cieszyliśmy, a zarazem żylismy w wielkim strachu. Jestem kompletnie załamana, nigdy bym nie przepuszczała, że może mno ty tyle razy spotkać. Siedze w domu i płacze, wmawiam sobie różne choroby i tak szukam w internecie. Teraz czekają mnie kolejne badania, tak bardzo się boje, że coś jest ze mną nie tak i nigdy nie urodze dziecka, a tego bym nie przeżyła. Prosze niech ktos do mnie napisze, żeby podzielić się jakie badania robiliscie i u jakiego lekarza się leczycie. W 2 poprzednich ciążach myślałam, że to przypadek, ale teraz jestem przezażona i załamana ania.brodecka@interia.pl

Nie zarejestrowany
08-07-10, 20:24
Dziewczyny! Chcialam Wam tez opisac moja historie...Mam 29 lat, od 10 lat lecze sie na hiperprolaktynemie, bralam norprolac (PRL caly cza ok. 45, norma do 25) i tabletki na tarczyce, bo TSH bylo ok. 2.8, a do zajscia w ciaze powinno byc max. ok. 2.5. I mimo wysokiej prolaktyny i podwyzszonego TSH 24 maja okazalo sie, ze jestem w ciazy!!!!!! 2 kreseczki na tescie, nastepnego dnia sprawdzenie hcg, po dwoch dniach kolejne - wzrost prawidlowy!!! Radosc i lzy szczescia!!!! Po poltora tygodnia pierwsze usg: 4 mm pecherzyk, jeszcze pusty, ale podobno to normalne....Tydzien pozniej, 6tc+4 kolejna wizyta i kolejne usg: pecherzyk ma 10 mm, ale zarodka nie widac....U mnie lzy i rozpacz, a ginekolog pociesza mnie i meza, ze jeszcze mozemy poczekac, bo czasami zarodek rozwija sie na sciance i po prostu go nie widac.....Dalo to niby jakis cien nadziei, ale w sumie ja ciagle mialam dziwne przeczucia.....Po kolejnym tygodniu nastepne usg i ...... pecherzyk ma juz 20 mm, a zarodka nie widac.....Myslalam, ze serce mi peknie z rozpaczy.....Po powrocie do domu wylam!!!! Nie umialam sobie tego wytlumaczyc, zrozumiec......Zabieg mialam dopiero po tygdniu (juz w 9tc+4), bo ze wzgledu na alergie na latex sala operacyjna musiala byc specjalnie przygotowana.....A najgorsze jest to, ze 2 dni przed zabiegiem i 3 dni po, kazdej nocy snila mi sie moja coreczka (chociaz w ogole nie myslalam o plci mojego dzieciatka), ktora albo karmilam piersia, albo przytulalam, albo widzialam ja biegajaca po mieszkaniu......I zadawalam sobie pytanie, dlaczego ten los jest tak okrutny!!!!! Te sny w tej sytuacji byly dla mnie jak noz, tasak prosto w serce!!!!!! I wiecie, ze wytlumaczylam to sobie w ten sposob, ze Bog, chce mi pokazac w tym moim ogromnym smutku i cierpieniu, ze moge byc szczesliwa i BEDE szczesliwa!!!! Tak bardzo sie tego trzymam, ze jestem pelna optymizmu!!! I wierze calym sercem, ze uda nam sie nastepnym razem i to juz wkrotce (lekarz powiedzial, ze im wczesniej tym lepiej po poronieniu sie starac)!!! I jestem przekonana, ze bedzie to dziewczynka!!!!:):)
I jeszcze cos........kiedys postanowilam sobie, ze jesli tylko dowiem sie , ze jestem w ciazy, to bede pisac dziennik/pamietnik dla mojego Malenstwa.....Kupilam juz nawet sliczny zeszyt...i wiecie, ze trudno to wytlumaczyc, ale ccos mnie hamowalo przed pisaniem.....i mimo, ze cieszylam sie i bylam pelna szczescia jeszcze przed tym ostatecznym wyrokiem o pustym pecherzyku intuicja dawala mi znak, ze cos jest nie tak.........
Wyczytalam w necie, ze modlitwa do Sw. Dominika i pas Sw. Dominika moga byc pomocne dla nas, pragnacych dziecka......Zaszkodzic napewno nie zaszkodzi....a nuz pomoze?
Pozdrawiam Was wszystkie!!! Trzymajcie sie cieplo i wierzcie, ze bedzie dobrze!!!!!!!!!

Nie zarejestrowany
08-07-10, 22:34
Witaj. Napisałaś, że jak najszybciej po poronieniu należy starać się o dzieciątko. Krótki czas, czyli???Ile miesięcy?

Nie zarejestrowany
09-07-10, 07:50
Mnie lekarz powiedzial, ze po pierwszej miesiaczce (po ok. 6 tygodniach)....a nawet jesli sie uda przed @ i organizm zadecyduje, ze ma byc ciaza, to nie nalezy sie z tego powodu stresowac......tylko wyluzowac i myslec, ze bedzie dobrze! Bo nie ma zadnych wskazan swiadczacych o wiekszej czestotliwosci kolejnych poronien jesli nastepna ciaza nastapila tak szybko w porownaniu np. do odczekania 3 czy 6 miesiecy!!
Ale najwazniejsze jest chyba pozytywne myslenie i tego nalezy sie trzymac!!!! A natura i tak zadecyduje kiedy bedziemy miec nasze Skarby!!
Powodzenia:)

Nie zarejestrowany
09-07-10, 08:20
Dodam jeszcze, ze moj lekarz to nie zaden szarlatan tylko docent z wieloletnim doswiadczeniem:) I argumentem przemawiajacym za "szybka" kolejna ciaza jest fakt, ze organizm jeszcze "pamieta" jak to jest byc w ciazy i zdecydownie szybciej "nastawia" sie na kolejna ciaze!! A odklejanie sie kosmowki, o ktorym czytalam jako komplikacja po wczesniejszym poronieniu zdarza sie nawet jak wczesniej nie bylo poronienia. (sama znam kilka przypadkow)...a po poronieniu tez nie stwierdzono wiekszej czestotliwosci!! Przeciez kazda z nas jest inna, indywidualna i organizm kazdej z nas reaguje i radzi sobie inaczej.....No i decyzje naleza do kazdego z nas z osobna:)

Nie zarejestrowany
09-07-10, 09:45
Ja teraz uważam że nie ma co czekać. Czekałam 6 miesięcy po łyżeczkowaniu i tylko problemy mi się zaczęły. Dopiero po 2 latach mi sie udało, ale niestety też ciąża obumarła. W tym samym czasie moja koleżanka w 3 cyklu po łyzeczkowaniu zaszła w ciąże i urodziła bez problemów i zdrową córeczkę. Żałuję że nie zrobiłam tak jak ona. Teraz niestety miałam zaśniad i też lekarze nakazują czekać conajmniej rok, ale ja jak tylko beta-HCG mi spadnie zacznę starania. Bo o śmierci i życiu decyduje Bóg, a nie jakieś odczekiwanie, a dziecko jest Błogosławieństwem więc my nie możemu sobie Go "wyprodukować"

Nie zarejestrowany
09-07-10, 10:08
Podziwiam was wszystkie dziewczyny, że jesteście tak pozytywnie nastawiane do tych problemów. Może ja nie mam juz siły, straciłam całkiem nadzieję, może trafiałam na lekarzy konowałów, nie wiem co myśleć??????? Pozdrawiam!!!!!

Nie zarejestrowany
10-07-10, 19:44
"...Dzieci nie odchodzą, tylko zmieniają czas swojego przyjścia..."Parę dni temu świat dla mnie jakby się zawalił. Zastanawiam się, dlaczego Bóg tak nas doświadcza? Ale tak musi być. Wierzę mocno a "Wiara czyni cuda",że jak się ma udać to się uda.Św. Dominik też pomoże i urodzi się zdrowe dzieciątko. Dziękuję Wam wszystkim, że odpisujecie. Podajemy nicki..Anetkę już znam, oczywiście nie osobiście, tylko przez n/k czy skype .Dziękuję również ilm(nie znam imienia) i mojej imienniczce. Pozdrawiam Was gorąco. Jutro wyjeżdżam na parę dni, ale się do Was odezwę.

Nie zarejestrowany
13-07-10, 21:00
Tęsknie za moim maluszkiem....od martwej ciaży nie jestem juz tą samą osobą,coś we mnie pękło....podziwiam Was,...Ja od 4 -ech lat jestem,jakby mnie nie było....i chyba juz nie będzie....:(

Nie zarejestrowany
14-07-10, 18:44
Ja mam podobne uczucia, bardzo sie zmieniłam i moje życie też, nie chce mi sie życ, nic mnie nie cieszy i straciłam nadzieję na wszystko. Zapewnienia ludzi wokół mnie którzy mówią że mnie kochają, też nic nie znaczą. Ja poprostu pragne dziecka i nie wiem jak to zrobić żeby sie udało. Pozdrawiam!!!!

Nie zarejestrowany
18-07-10, 22:47
witam ja równiez jestem po trzech poronieniach....oststnie w 2008... nieby wszystko wróciło do normy, nie daje nikomu po sobie poznac ze nadal sie boje i jest mi wszytko jedno a jedyne na czym mi zalezy to jest DZIDZIUŚ...pierwsze poroniłam bo miałam słaby organizm w 5tc drugie w 9tc przyczyna niepodana przez lekarzy a trzecie w lutym 2008 w 11tc miałam krwiaka który tak sie rozrósł w macicy ze zabiłm dzidzie...jest mi do tej pory zle..juz nie mówiac o tym ze targnęlam sie na życie....narazie jest jakoś..... nie wiem ale wydaje mi sie ze bede szczesliwa tylko jak juz bede miała dziecko przy piersi ale czy tak kiedys bedzie??? jeden Bóg to tylko wie...pozdrawiam wszystkie mamusie równiez nienarodzonych nigdy dzieci trzymajcie sie i badźcie silne

Nie zarejestrowany
19-07-10, 14:52
To jest poprostu koszmar...jak ktoś nie chce dzieci,to je ma...,
a kto bardzo pragnie....to nie może...gdzie tu sprawiedliwość?

Nie zarejestrowany
19-07-10, 15:00
Tak samo myslę, ale to co tu piszemy to tylko słowa, słowa i słowa. Nikt nie jest w stanie nam pomóc. Najgorsza jest bezsilność i brak juz nadzieii. Pozdrawiam!!!!!

Nie zarejestrowany
19-07-10, 15:03
A najgorsze jest poczucie,że i tak jesteśmy z tym same...
bo kto tego nie przeżył,to nas nie zrozumie...

Nie zarejestrowany
19-07-10, 17:45
Najgorsza jest w tym samotność, a ci co powinni rozumieć ( LEKARZE ) i umieć pomóc traktują to przedmiotowo. Wszyscy to sami konowały chcący tylko zarobić jak najwięcej kasy- tragedia, szkoda gadać. To wszystko strasznie BOLI.

Nie zarejestrowany
19-07-10, 20:45
Kochane kobietki, pisałam już wcześniej posta o wirusie CMV...
Poroniłam w grudniu, czyli 7 miesięcy temu... Ten wirus zamiast mi maleć, to rośnie jak najęty:( Słuchajcie, poradziłam się prof. Niemca - autorytetu, którego wypowiedź odnajdziecie w powyższym artykule. Zakazał mi wręcz przejmowania się tym paskudztwem, który mam w sobie, gdyż - jak się okazuje, wiele kobiet ma tego wirusa i rodzi zdrowe dzieci nawet nie wiedząc, że jest "chorymi". Kazał mi starć się o dzidzię, i tak zamierzam zrobić:))) To już czas na dopełnienie miłości mojej i mojego mężczyzny:))) Wiem, że może być różnie, ale też wiem, że jeśli nie spróbujemy to się nie dowiemy, czy dzidziuś jest nam pisany, czy nie...
Kobietki, jeśli, czegoś pragniecie, to dążcie do tego, aby spełnić swoje marzenia! Wiem, znam ten ból po stracie Aniołka, ale do diabła (!) nikt (NIKT!) nie może zabrać nam sił do marzeń! To nasze prawo - marzyć i spełniać swoje marzenia! I nawet w chwili zwątpienia ważnym jest, aby mieć oparcie w drugim Człowieku...

Proszę, życzcie mi powodzenia i trzymajcie kciuki za sukces, tak jak i ja trzymam kciuki za Was, i za Wasz finał w wychowywaniu zdrowego dziecka:)))

Nie zarejestrowany
20-07-10, 20:05
Zaczynam się zastanawić: Chodzę od kilku lat po lekarzach. Wydałam mnóstwo pieniędzy na wizyty i badania. Mąż też. Miałam już chyba z 40 różnych badań robionych. Dbam o siebie. Wspieram się różnymi niekonwencjonalnymi metodami typu witamina C dla męża, dla mnie syrop na śluź, nie wspomnę o pozycjach :) odpowiednich, mierzeniu temperatury, testach LH itp. Istne wariactwo, a udało się dopiero po 2 latach. Jak byłam w ciąży chuchałam i dmuchałam na siebie i co?! i nic! ciążą znów obumarła. A inne kobiety, przykład szwagierki. Jechała samochodem nad morze 9 godzin, leciała samolotem, przechodziła przeziębienie, zatrucie, miała też jakieś bakterie na które nawet antybiotyki brała bo jej nie przechodziło. W ogóle się nie oszczędzała, pracowała (na początku jak nie wiedziała to nawet w szkodliwych warunkach), myła okna, ma 2 letnie dziecko więc i je czasami dzwigała i co?! i tak urodziła! a samej ciąży w ogóle nie planowała. Jak widać jak ma byc dziecko to będzie i nic mu nie zaszkodzi. Więc co albo kto tu w końcu odgrywa główną rolę? Bo wygląda jednak że to Pan Bóg. To po co są lekarze?

Nie zarejestrowany
21-07-10, 03:07
Jest mi tak źle - 20.07.2010 o godz. 21:30 dowiedziałam się,że serduszko maleństwa nie bije. Strasznie boli -jutro rano będę miała czyszczenie. Jezu jak mi jest źle.

Nie zarejestrowany
21-07-10, 20:47
cały czas czytam te nasze komentarze i nie mogę uwierzyć jak trudno jest utrzymać ciąże, u mnie już mijają ponad 4 miesiące od straty maleństwa, pełno badań porobionych i wszystko wydaję się w porządku,a zajść w ciąże nie mogę, bardzo chcę i też się boję, czy wszystko teraz będzie w porządku.
Najgorsze jest to, że wszystkie bliskie moje koleżanki są w ciąży a ja zamiast się cieszyć ich szczęściem jest mi przykro że to nie ja, czemu ja nie moge być szczęśliwa jak one,ehhhh 3 mam za was kciuki i za siebie też żebyśmy za parę miesięcy mogły być również szczęśliwymi mamami

Nie zarejestrowany
21-07-10, 22:11
Kochana wiem, wszystkie wiemy, jak to jest, ja jestem już pół roku po stracie skarba, musisz wwytrzymac dla kolejnej kruszynki, z którą napewno Ci się uda na pierwsze parę tygodni polecam kafeterię, zajrzyj, pozdrawiam.

Nie zarejestrowany
21-07-10, 23:03
Witam Was wszystkich, czytam tak tez komentarze i sama nie potrafię w to wszystko uwierzyć jak wiele nas jest. Niestety również straciłam moje upragnione maleństwo stało się to 08.07 poprzez wymuszenie poronienia a później łyżeczkowanie. Był to 9tc ciąży.Do teraz nie mogę się pozbierać to była bardzo długo oczekująca ciążą, moja pierwsza. Ten tydzień który przeżyłam w szpitalu był straszny nie do opisania. Chciałabym bardzo jak najszybciej zajść ponownie w ciążę ale boję się że znowu skończy sie to w taki straszny sposób a drugi raz tego nie przeżyję. Nikt nie potrafi zrozumieć jak bardzo boli strata upragnionego dziecka, tylko my same które to przeżyłyśmy. Pozdrawiam Was serdecznie i życzę wszystkim dużo wiary i siły.

Nie zarejestrowany
24-07-10, 15:31
19.07.2010 dowiedziałam sie że ciaza jest nieprawidłowa i czeka mnie zabieg w przyszły wtorek, byłam w 2 m-cu ciazy z pierwszym dzieciątkiem. Świat mi się zawalił jestem kobieta która prowadzi zdrowy tryb zycia nie pije nie palę a w dodatku myslałam że będe miała oparcie w mezu ale on powiedział mi dzisiaj że między nami koniec. Zostałam całkowicie sama świat przestał dla mnie istnieć

Nie zarejestrowany
25-07-10, 01:59
Boże jak można w takich chwilach nie mieć oparcia, co to za facet!!!!jejku ale mnie zagotowałaś!!!nie będę Ci pisać że wszystko się ułoży, po prostu musisz być silna, nam też jest ciężko ale jakoś trzeba żyć dalej i próbować, a twój mąż nie zasługuje na Ciebie i tyle!!!!walcz i się nie poddawaj!!!!

Nie zarejestrowany
26-07-10, 13:12
cześć.. 1 czerwca zrobiono mi zabieg, byłam w 7 tyg. ciąży i okazało się że była martwa... następnego dnia wypuścili mnie do domu... powiedzieli, że będzie dobrze, że dobrze mnie oczyścili.. po 4 dniach miałam wrócić do pracy, dostałam silnych boleści i krwawienia... poszłam do gino a on , że ciągle jestem w ciąży... i niestety albo to są resztki tamtej ciąży albo druga bliźniacza...Lekarka była szczera powiedziała, że nie mam mieć nadzieji, że nawet jeśli jakimś cudem byłąby druga ciąża to nie przeżyje;( ok wróciłam do szpitala, a oni badali i zastanawiali się... doszło do tego , że stwierdzono, że chyba zpstały resztki i na nowo mnie wyczyszczono. MIałam dwa łyżeczkowania w ciągu tygodnia..:( teraz jestem już po miesięcce (bardzo silnej i bolesnej) i ciągle nie mogę się pozbierać... panicznie boje się, że nie będę mogła mieć dzieci... mało tego boję się wszystkiego... jestem nerwowa, wybuchowa i wulgarna... mam cudownego męża ... tylko on mnie nie rozumie...krzyczę i płaczę... nie wiem co mam robić, chciałabym mieć nadzieje, ale aż boję się o tym myśleć...kłócę się z mężem... a kocham go nad życie...... wiem, że krzywdzę go... dziewczyny jak wyglądają wasze realcje z partnerami??? i czy któraś z was miała może podwójne łyżeczkowanie? pozdrawiam..

Nie zarejestrowany
26-07-10, 17:36
Ja mojego aniolka stracilam 28 czerwca 2010 bol niedozniesienia lekarze twierdza poczekac od4 do 6 mies ale jak dalej zyc nieda sie obecnie minol 1 mies i staram sie z mezem o nastepne wim ze to niezapelni mojej pustki w sercu ale da mi szczescie a pozatym tym razem musi byc dobrze teraz czuwa na demna moj aniolek ;(

Nie zarejestrowany
26-07-10, 23:27
Powiem Wam, że najgorsze mam już za sobą uwierz mi, teraz będzie już tylko lepiej, pierwszy tydzień jest koszmarem wiem o tym, cierpi ciało ale najbardziej dusza, ale potem już jest lepiej, człowiek się godzi z tym co go spotkało, nabiera trochę pokory i zaczyna rozmyślać o tym co ważne i czym się tak naprawdę warto przejmować w życiu (u mnie po stracie ciąży nastąpiło przewartościowanie pewnych wartości). Ja przez pierwszy tydzień po zabiegu nie mogłam w ogóle rozmawiać z nikim o tym co mnie spotkało, od razu płacz na końcu nosa - totalna niestabilność emocjonalna...
Teraz mija 3 tydz od zabiegu i już jest dobrze, zadra w sercu na zawsze pozostanie ale trzeba żyć dalej. Zobaczycie że następna ciąża będzie dobra i zdrowa - tak trzeba myśleć!!!
Czekam teraz na @...muszę jeszcze wyleczyć moje struny głosowe(śpiewam i pracuję głosem) a potem po 3 @ trzeba się postarać o Dzieciątko- wyczekane i wymarzone.
Pozdrawiam Was, Ania

Nie zarejestrowany
26-07-10, 23:38
ja pierwszy zabieg miałam w pazdzierniku drugi w listopadzie okazało sie ze nie dokonca mnie wyczyscili bo krwawiłam cały miesiac dopiero teraz okres wrócił taki jak przed ciaza a jesli chodzi o mojego meza to stara sie mnie wspierac plakał razem ze mna choc go przy mnie nie bylo ze wzgledu na jego prace.wiec narzekac nie moge ale im dłuzej nie moge zajsc w ciazy tym jest gorzej ja jestem wybuchowa i nie do zniesienia przez cały tydz kiedy mam okres

Nie zarejestrowany
29-07-10, 17:05
Witajcie wszystkie kobiety. Nie moge czytać tych wszystkich rzecy. Ci nasi lekarze to straszni partacze, nie potrafia nawet dobrze zrobic jednej rzeczy. Jak nie umieja pomóc to chociaz niech nie szkodza. Jestem teraz na wakacjach a wszystkie moje przeżycia cały czas mi siedza w głowie, nie wiem jak dalej bede z tym życ. Jaet mi nadal ciężko. Pozdrawiam!!!!!

Nie zarejestrowany
30-07-10, 08:16
Ja to już straciłam nadzieję.Żyje ot tak sobie z dnia na dzień,Unikam ludzi,bo boje sie,że jak zobaczę koleżanki w ciązy....rozpłaczę sięTak jak było,pod Kościołem.Rozpłakałam się i musieliśmy ...wyjść.Rano nie chce mi się wstać.Nawet zwolniłam się z pracy...Tak to przezywam.Nie potrafię,o niczym innym myśleć.Tak bym pragneła,zajść w ciąże i donosić....Ale już chyba nie ma dla mnie nadzieji...Nadzieja Matką Głupich...:(

Nie zarejestrowany
31-07-10, 20:40
Dlaczego piszesz,że nie ma dla ciebie nadzieji, robiłaś jakieś badania? Ja jestem po 3 poronieniach.

Nie zarejestrowany
02-08-10, 12:44
Nadzieję trzeba mieć zawsze...Ten z góry kieruje naszymi losami.My sami i tak nic nie zdziałamy.Parę dni temu odebrałam wynik histopatologiczny i nic nie wykryto (decidua)kosmówki, robiłam wynik na toksoplazmozę (wszystko ok) i jeszcze zrobię na cytomegalię. Zobaczył usg dopochwowym i powiedział, że wszystko ładnie i do roboty po 3 miesiącach. Pozdrawiam Was..

Nie zarejestrowany
02-08-10, 12:52
Pytanie do Ani 8854...Anuś, miałaś 3 poronienia? Czy jakąś przyczynę podano? Mi kolega lekarz mówił, że jak więcej poronień to trzeba zrobić badania genetyczne. Pozdrawiam.

Nie zarejestrowany
02-08-10, 20:44
Miałam robione badania genetyczne, a konkretnie kariotypy. Teraz robiłam badania na zespół antyfosfolipidowy i czekam na wyniki.

Nie zarejestrowany
03-08-10, 20:59
w 2008 roku w październiku zrobiłam test i były 2 kreski,potem wizyta u ginekologa na USG gin.stwierdził że jest to 8 tydz.ale niestety jest to puste jajo płodowe,zaraz skierowanie do szpitala na wyłyżeczkowanie.W 2009 w listopadzie znów na teście pojawiły się 2 kreski,radość ogromna,wizyta u gin okazało się że jest 9tydz..Wszystko rozwijało się ok.aż do 14 tyg.zaczęłam krwawic,skierowanie do szpitala,po tygodniu mnie wypisali,ale plamienie nadal było.lekarze kazali leżeć i przyjmować tabletki na podtrzymanie i tak było do 20 tyg.gdy trafiłam z silnym bólem brzucha i skurczami,zbadano mnie i stwierdzono że to przedwczesny poród:(...19.03.2010.godz.7.30 mój Alanek przyszedł na świat, żył 25min:((.na 30 lipca miałam termin porodu cały dzień wyłam.Dziś mojego aniołka mogę odwiedzać na cmentarzu:( choć minęło 5 miesięcy ból jest taki sam...trudno się pogodzić z tak okrutny losem

Nie zarejestrowany
07-08-10, 19:19
Dziewczyny,chciałabym znać Wasze zdanie.Co o tym myślicie...pomijając to,że coś tam mam na lewym jajniku.Jeśli jestem po usunięciu pęcherzyka żółciowego,juz ponad 7 lat , w żąłądku min. zbiera mi się żółc,przez co wymiotuję...około co 3 dni.Czy Waszym zdaniem,mogło być tak,że moje dzieciątko,również sie nią odżywiało?Tylko jedna osoba,pielegniarka ,mi tego nie zaprzeczyła,że faktycznie mogło tak byc.Nawet jeśli jakimś cudem by mi się udało zajśc w ciążę....to przecież...tak samo mogło by się stać jak 2006 roku,kiedy to miałam martwa ciążę...nie wiem co robić...Od 2 lat próbuję od tego czasu zajść w ciąże i nic....

Nie zarejestrowany
17-08-10, 13:34
witajcie.... ja 31 maja 2010 roku poronilam... przezylam to strasznie ciagle plakalam obwinialam siebie i wszytskich dookola:( tydzien temu bylam u ginekologa okazalo sie ze drugi raz jestem w ciazy:) wczoraj poszlam by dowiedziec sie czy bije serduszko okazalo sie ze tak:) jest to 5tydzien.... pierwszy raz jak bylam w ciazy nie potrafili stwierdzic ktory to tydzien w 8 tyg ciazy pęcherzyka mial 10mm.... a teraz jestem w piatym pecherzyk ma 20mm a maluszek 4mm .... nie wiem co mam robic boje sie kazedgo dnia Ze wszystko sie powtorzy.... a wtedy zalamie sie strasznie.... mam tylko ta nadzieje ze bedzie wszystko dobrze.... teraz dostaje oprocz kwasu foliowego jeszcze dodatkowo luteine do pochwowo po ktorej boli mnie strasznie brzuch... nie wiem co robic:( lekarz kazal mi zwiekszyc dawke... dziewczyny glowa do gory bede trzymac kciuki za was....:*:*:*:*

Nie zarejestrowany
17-08-10, 13:36
mailo byc zmniejszyc dawke a nie zwiekszyc:)

Nie zarejestrowany
18-08-10, 18:51
Ja to już się chyba nie doczekam...

Nie zarejestrowany
18-08-10, 19:19
Witam wszystkich. Bardzo pragnę dziecka,ale jestem po usunieciu pecherzyka żółciowego .Czy mogła to być przyczyna,żę trzecią ciąże miałam obumarłą.?
Czy mam szansę na zdrowe dziecko?Czy już lepiej nie ryzykować?
Jest ktoś o podobnym problemie? Proszę napiszcie...Pozdrawiam

Nie zarejestrowany
19-08-10, 11:26
Witaj!
Ja miałam usunięty pęcherzyk żółciowy 5 lat temu poroniłam w tym roku w czerwcu ale nigdy nie podejrzewałabym że to mogło by być przyczyną????
Ale nigdy tak naprawde lekarki nie pytałam o ten pęcherzyk,nawet mi to do głowy nie wpadło.....????

Nie zarejestrowany
19-08-10, 15:42
dziewczyny....mamy problem....

Nie zarejestrowany
19-08-10, 16:01
Myślicie że to może być przyczyną,dowiadywałyście się coś na ten temat???
Bo ja nie ale jestem teraz bardzo zaskoczona bo żaden lekarz nigdy mi nie mówił że z powodu usunięcia pęcherzyka mogą być jakieś problemy z ciążą??!!!

Nie zarejestrowany
19-08-10, 16:43
ja się dowiadywałam....jest problem,ale to wiem od pielegniarki.Lekarze mówią,że wszystko jest oki,ale to nie prawda.Żadna z moich koleżanek i znajomych nie urodziła dziecka po laparoskopii.Sama siebie oszukuję,że wszystko gra,ale wiem,że to nie tylko mój problem....Próbuję zajść w ciąże,ale organizm odmawia donosić.Z przed zabiegu mam córkę...

Nie zarejestrowany
19-08-10, 17:20
napiszcie kochane coś o o sobie.Czy udało Wam się donosić jakąś ciąże,po usunięciu pęcherzyka?

Nie zarejestrowany
19-08-10, 17:30
Ja też mam córcie z przed zabiegu laparoskopi.Od roku próbowałam zajśc w ciąże ale mój mąż pracuje w delegacji więc cały czas nic i tłumaczyliśmy się tym że jednak nie mamy takiego komfortu jak inne małżeństwa.Ale po roku okazało się że jednak szczęście się uśmiechneło do Nas.Trwało jednak krótko 8tyg. i moja kruszynka odeszła.Teraz mineło od zabiegu 2 miesiące

Nie zarejestrowany
19-08-10, 17:51
Moja kruszynka miała 12 tyg. myślę...że po laparoskopii....dzieciatko odżywiało się żółcią z mojego organizmu i przez to, to wszystko....Ginekologicznie u mnie wszystko oki.Mam 31 lat,z wygladu ok 25,26 ale nie o to chodzi i tak przez to czuje się okropnie...

Nie zarejestrowany
19-08-10, 18:02
Moja córcia ma 7 lat idziemy do pierwszej klasy po wakacjach.....

Nie zarejestrowany
19-08-10, 20:10
Moja młoda ma 6 lat i idzie do zerówki.A będziesz robiła sobie jakieś badania ,co teraz robić normalnie człowiek jest bezradny,nawet nie wiem czy starać sie zajśc w ciąże no bo jeśli następna też tak się skończy to ja dziękuje!!!

Nie zarejestrowany
19-08-10, 20:21
Ja też od ponad roku,staram sie o maleństwo.Jestem w trakcie badań....niestety każdy lekarz mówi co innego.Niestety szczerej prawdy nie usłyszymy od żadnego lekarza.
Ja po porrodzie dowiedziałam sie dopiero jak było ze mną źle,jak juz było po wszystkim.Miałam szczęście,że atak mnie chwycił dzień przed porodem.Ale to było 7 lat temu.Teraz to żółć rządzi....

Nie zarejestrowany
19-08-10, 21:58
nigdy nie pogodzę się z tym.,zawsze będę mieć nadzieję...pozdrawiam dziewczynki,trzymajcie się :***

Nie zarejestrowany
20-08-10, 22:59
Jestem po 3 poronieniach. Mam syna 11 letniego. Przestałam wierzyć w te wszystkie filozofie lekarzy i żadnemu juz nie wierzę, to sa tylko konowały myślący jak zarobic pieniądze. Każde kolejne badanie kosztuje fortune i nie wnisi nic innego. Nadal jestem w punkcie wyjścia i nie wiem o co chodzi. Nie znalazłam jeszcze takiego lekarza żeby mi pomógł. Zakońvzyłam też z wiarą w cud, tylko nie wiem dlaczego jestem tak boleśnie karana i za co??????? Pozdrawiam wszystkie kobiety, ajk macie jeszcze na tyle sił to walczcie- ja juz nie mam!!!!!!!!!!!!!!

Nie zarejestrowany
21-08-10, 00:30
Rozumiem Cię .....ja już też w nic nie wierzę....

Nie zarejestrowany
22-08-10, 14:11
Czuję się pusta i bezużyteczna... Kolejna próba, kolejne rozczarowanie. Z jakiegoś powodu "gubię" jajeczka... Lekarze rozkładają ręce. Test z moczu pokazuje dwie kreski, ale miesiączka prędzej czy później i tak przychodzi ;,( Test z krwi - również pozytywny.... Na Polnej usłyszałam, że mam sobie czekać, bo to ponoć norma. Pytam więc - ile ta norma wynosi: "No proszę pani, może być 10, a może być 20. Nigdy się pani miesiączka nie spóźniła?! Ha ha". Szkoda słów...
Za każdym razem nie mogę się pozbierać. Wyję jak zwierzę. Wiem, że są kobiety w gorszej sytuacji i nie potrafię sobie nawet tego wyobrazić. Ale ten strach, co będzie dalej... Czy się uda, czy będzie trwać. Nie wiem... I czasem myślę, że nie ma po co tutaj żyć

Nie zarejestrowany
22-08-10, 22:14
a ja nie czekałam, po prostu zaliczyłam wpadkę. Mam już dwoje starszych dzieci (10 i 6 lat), jakiś czas temu rozstałam się z mężem. nie planowałam zupełnie ciąży, przypadkiem (mimo zabezpieczeń) tak się stało.. Mimo, że jestem samotną matką dwójki, jak tylko upewniłam się, ze jestem w ciąży, postanowiłam to dziecko urodzić. Po kilku dniach rozmyślania zaczęłam cieszyć się na myśl, ze znów będę mamą, mimo, ze tata dziecka pewnie nigdy by się o tym nie dowiedział. Ale nie długo się cieszyłam. Zachorowałam na anginę, musiałam wziąć antybiotyk. W 6-tym tygodniu ból pleców, biegunka, krwawienie. Już wiedziałam - to koniec. Nawet nie poszłam do lekarza, bo wiem, ze było całkowite i fizycznie czuje się dobrze.
Ale psychicznie jestem załamana. Mimo, ze tego nie planowałam, i jak powiedziała przyjaciółka "powinnam się cieszyć, ze w tej sytuacji tak to się skończyło", czuję się okropnie rozbita, nie mogę myśleć o niczym innym, tylko chodzę, płaczę, myślę. Dzieci nie wiedzą co mi jest (przecież im nie powiem), rodzina tak samo. Co mam ze sobą zrobić? Czy to kiedyś minie? Jak mam sobie pomóc, żeby powrócić do normalnego stanu? pomóżcie..

Nie zarejestrowany
23-08-10, 16:19
Witaj!
Bardzo i przykro i uwież mi my tutaj wszystkie wiemy co czujesz teraz i jak bolesne jest teraz życie.Pytasz czy to kiedysz minie ,nie nie minie nauczysz się z tym żyć ale to na zawsze pozostanie w Tobie.Jest to straszny ból nie do opisania ja zamykałam się w domu i płakałam,ból i smutek nie zniknął po prostu brakowało mi już łez.......

Nie zarejestrowany
24-08-10, 21:00
Ja wiem jak jest ciężko. Nigdy się z tym nie da pogodzić, ani nie da sie z tym lekko zyc. Od pierwszego razu jak to sie stało moje zycie sie bardzo zmieniło. Czuje sie mało wartościowa i tak jak już pisałam żyje z dnia na dzień. Masz dwoje cudownych dzieci i to twoje wielkie szczęcia. Ja poroniłam 3 razy i ból sie ogromny. Życie moje oraz caly swiat stracił blask. Jest mi bardzo, bardzo, bardzo ciężko!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Ale jeżli macie siłę i jeszcze chęci to nie dajcie sie tak okrutnemu życiu. Pozdrawiam wszystkie pokrzywdzone przez los!!!!!! Buziaki!!!!!!

Nie zarejestrowany
24-08-10, 21:23
To znoawu ja dzisiaj dowiedziałam się że najprawopodobiej ta laparoskopia woreczka żółciowego jet jednak powodem poronień tak jak to było to tutaj pisane.Tym samym co.....starciłam nadzieje że będe miała dziecko bo przez ten cholerny zabieg (niby nic nie znaczący) świat legł mi w grózach.Pieprzone życie po prostu rzygać mi się chce z tej bezsilności i bezradności.Nie ma na to lekarstwa nie da się jakośc przejść przez to????
Proszę jeśli jest ktoś kto wie co dalej robić to proszę POMOCY!!!
Nie chce mi się wieżyć że ot tak poprostu nasze mażenia szlak trafił!!!!
DO DUPY z tym wsztystkim!!!

P.S
Przepraszam za słownictwo ale emocje są we mnie tak duże że nie mogłam inaczej

Nie zarejestrowany
24-08-10, 21:29
Ja cie bardzo dobrze rozumiem, i wcale nie musisz przepraszać za słownictwo, bo i tak to wszystko ujęłas delikatnie. ja sobie też nie mogę poradzić z bezsilnościa. Dlaczego nie ma kogoś takiego na tym świecie, który jest w stanie nam pomóc!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Gdzie jesteś, oczekujemy pomocy, pomocy, POMOCY!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! !!!!!!!!!!!!Pozdrawiam

Nie zarejestrowany
25-08-10, 08:22
Wczoraj zzrobiłam 298 test ,na przełomie 2 lat...Jak zwykle wyszedł z jedną kreską.Byłam u psychologa,kazał odpuścić na jakiś czas starania o dzidziusia i pójść do psychiatry,by przepisał mi leki na wyciszenie.Czuję się na samąmyśl o tym, już jak wariatka,dlatego,że chciałabym zajś w ciążę?Ten usunęty,cho....y pęcherzyk rujnuje mi życie,a ja tylko chcę,by moja córeczka miała rodzeństwo....Staram się już nie myśleć o tym poronieniu,choć to chyba naturalne,że kobieta,do końca życia ,przeżywa strate dziecka...
Dziewczyny,a Wy też wymiotujecie żółcią? Maryniu,a Ty co dowiedziałaś się i od kogo o tym ,że mimo wszystko laparoskopia ma wpływ na ciaże?Ja to wiem od pielegniarki,która nie zaprzeczyła,wysłuchawszy moich argumentów....pozdrowioneczka

Nie zarejestrowany
25-08-10, 08:59
i jeszcze jedno...jestem jedyna w rodzinie,o takim problemie.Ani ze strony męża,ani z mojej nie było poronień.Kamica srednio pojawiała sie,po 50 roku życia.W tej chwili 3 osoby są w zaawansowanej ciąży.Każdy ma conajmniej dwójkę dzieci,mąż ma kilkoro rodzeństwa,ja też nie jestem jedynaczką.Dostaję szału...jak pytają...kiedy Wasza kolej?Nie żebym zazdrościła,ale tak mi smutno....jak te dzieciątka przyjdą na świat,nie wiem,czy dam sobie radę,czy nie będę zazdrosna i czy się nie zapłaczę....Napiszcie coś...kochane...

Nie zarejestrowany
25-08-10, 19:29
Nie jesteś z tym sama i wiem bardzo dobrze co czujesz. Mi tez jest strasznie przykro jak widze moje koleżanki z małymi dziećmi, udaje poprostu że mnie one nic nie obchodzą i nie zwracam uwagi gdy płaczą lub dzieje sie cos innego. Tez bym chciała miec takie niemowle i je przytulać i pomagac gdy jest mu żle. To strszne uczucie tak udawac i byc takim zimnym. Trzymaj sie i nie dawaj sie losowi. Wiem, że jest ciężko ale może nadejdzie dzień kiedy los nam to cierpienie. Ale nie ma cudów juz w to nie wierzę. Mocno całuje i pozdrawiam serdecznie!!!!!!
Co by człowiek nie napisał to i tak nie wynagrodzi tego co sie stało!!!!!

Nie zarejestrowany
26-08-10, 14:35
Dziewczyny ma któraś jakiś pomysł co z tym zrobić.Może jest jakiś lekarz ,który wie jak zaradzić temu problemowi.Kurde przecież musi coś być jakiś lek cokolwiek....Ja jak nazbieram trochę kasy to chcę się wybrać jeszce do jednego lekarza (oczywyście prywatnie) mam nadzieje że On mi coś wyjaśni na ten temat.Muszę wiedzieć czy jest jakaś szansa,nie mogę ot tak po prostu zapomnieć o sprawie bo do końca życia będzie mnie prześladowało poczucie że nie zrobiłam wszystkiego i wzystkiego nie wypróbowałam

Nie zarejestrowany
26-08-10, 20:29
Laski witam Was...poczytajcie o laparoskopii woreczka żółciowego. Pozdrawiam
http://dziecko.onet.pl/15095,0,33,laparoskopia_a_ciaza,artykul.html

Nie zarejestrowany
27-08-10, 09:22
Weszłam na tą stronkę,o której napisałaś....jest to pociecha dla nas...bezworeczkowców,ale nie do końca.Uwierz mi,że ja,ze swej strony,próbowałam już chyba wszystkiego....
ale to nie jest do końca tak jak ,to wszyscy lekarze opisują...Co ma powiedzieć lekarz pacjentce,żeby jaą jeszcze bardziej nie dołować.?Wiadomo...powie,że wszysko jest oki...i że to nie ma... wpływu.Jak byłam w ciązy,mojej pierwszej,lekarz mi powiedział,że nie mam się czym martwić,że napewno nie dostanę ataku w czasie porodu.A dostałam dzięń przed....Jakiś czas po porodzie,dopiero mi przypadkiem rzekł,że się martwił,że dostanę właśnie w tedy i ze mogłoby być nieciekawie,ale nie chciał bym się denerwowała..(.Ataki dostawałam częste.Najdłuższa przerwa to 2 tygonie)Dobrze zrobił,bo emocji i tak miałam o wiele za dużo... Pozdrowionka....

Nie zarejestrowany
27-08-10, 16:18
Kochana o laparoskopo woreczka żółciowego przeczytałam już chyba wszystko łącznie z tym artykułem ,który wyszczególniłaś.I to był tylko jejden jedyny artykuł ,który dawał jakiś cień nadzieji na udaną ciążę.Naprawde uwież mi jak poruszałyśmy ten problem to zapoznałam się ze wszystkimi dostepnymi materiałami.Teraz po prostu potzrebujemy namiarów na jakieś specjaliste,który poradzi co dalej??
Ale wielie dzięki za chęci

Nie zarejestrowany
27-08-10, 20:36
Gdzie Szukać takiego lekarza,co by powiedział szczerze, jakie są szanse.........??????

Nie zarejestrowany
27-08-10, 20:39
...chwilami myślę,że taki nie istnieje....

Nie zarejestrowany
30-08-10, 09:17
I chyba masz rację, lepiej sie pogodzić z takimi myślami niż sie łudzić że gdzieś istnieje taki cudotwórca!!!!! Pozdrawiam!!!!!!

Nie zarejestrowany
13-09-10, 19:51
Poroniłam tydzień temu , boje się iśc na zabieg łyżeczkowanie . Sądze że wszystko już ze mnie ,,wyleciało'' krwawiłam tydzień i wylatywały ze mnie róż nej wielkości skrzepy , teraz są to tylko niewidoczne praktycznie plamienie o barwie jasnobrązowej ,nic mnie nie boli czuje sie normalnie , piersi już od kilku dni są takie jak były przed ciążą. Byłam w 9/10 tyg nie wiem czemu to sie stało . Czy jest możliwe zajście w następną ciąze tydzień po poronieniu? Kiedy jak naszybciej moge sie starać o następne maleństwo?

Nie zarejestrowany
14-09-10, 20:19
wiem co czujesz miałam to samo, również wszystko ze mnie wyleciało, u mnie poronienie było w marcu, wszystko zależy od organizmu, mi lekarz powiedział że już po 2 miesiącach od poronienia mogę się starać o maleństwo, ale niestety do dnia dzisiejszego nie mogę zajść w ciąże, za bardzo chce i pewnie dlatego, więc to co mogę doradzić to nie starać się na siłę bo nic z tego nie wyjdzie, choć wiem że to nie łatwe, ale pamiętaj każda z nas jest inna więc może Tobie się szybciej uda, 3 mam za kciuki, 3 maj się i pamiętaj nie załamuj się!!!! mi też jest bardzo ciężko mimo że j uż minęło pół roku.........

Nie zarejestrowany
15-09-10, 14:42
Witam wszystkich.Moja historia nie różni się wiele od tych o stracili dziecko.
Jestem w 8 tygodniu ciąży, na początku w 3 tygodniu byłam u ginekologa i stwierdziła, że to za wcześnie i kazała m przyjść za 4 tygodnie.Wczoraj byłam na badaniach usg i nic nie widać oprócz samego łożyska, czarna plama, brak pęcherzyka ciążowego.To moja pierwsza ciążą.Lekarz kazał mi się przygotować na najgorsze.... pozdrawiam

Nie zarejestrowany
15-09-10, 20:29
Witaj
Wiem co czujesz,bo każda z Nas po poronieniu najlepiech chciałaby zajść w ciąże od razu.Niestety biorąc to na logike to raczej nie możliwe.Będzie dobrze jak w przeciągu 6miesięcy Ci sie to uda ale tydzień......??
Powodzenia

Nie zarejestrowany
16-09-10, 18:50
CZY KTÓRAŚ Z PAŃ WIE CO OZNACZA WYNIK BHCG 23469,0 MlU/mL

Nie zarejestrowany
17-09-10, 17:08
Oto normy hormony HCG.

Normy beta-HCG

tydzień ciąży mlU/ml
3-4 ----------- 9 - 130
4-5 ---------- 75 - 2600
5-6 --------- 850 - 20,800
6-7 ------- 4,000 - 100,200
7-12 ---- 11,500 - 289,000
12-16 ---- 18,300 - 137,000
16-29 ----- 1,400 - 53,000
29-41 ------- 940 - 60,000



tydzień od ostatniej miesiączki mlU/ml
3 5 - 50
4 4 - 426
5 19 - 7,340
6 1,080 - 56,500
7-8 7,650 - 229,000
8-12 25,700 - 288,000
13 -16 13,300 - 254,000

Normy hcg
Ciąża 1.3-2 tydzień mlU/ml 16 - 156
Ciąża 2-3 tydzień 101 - 4870
Ciąża 3-4 tydzień 1110 - 31500
Ciąża 4-5 tydzień 2560 - 82300
Ciąża 5-6 tydzień 23100 - 151000
Ciąża 6-7 tydzień 27300 - 233000
Ciąża 7-11 tydzień 20900 - 291000
Ciąża 12 tydzień 16684 - 127939
Ciąża 13 tydzień 10743 - 89074
Ciąża 14 tydzień 7895 - 70818
Ciąża 15 tydzień 6210 - 69173
Ciąża 16 tydzień 5730 - 54585
Ciąża 17 tydzień 5267 - 57465
Ciąża 18 tydzień 3180 - 51360
Ciąża 19 tydzień 5879 - 55183
Ciąża 20 tydzień 1234 - 45771
Ciąża 21-39 tydzień 2700 - 78100

Nie zarejestrowany
18-09-10, 19:24
Niecałe 2 tygodnie temu pożegnałam sie z moim małym ale bezcennym skarbem. Dostałąm strasznych skurczy i urodziłam. Tydzień temu byłam u ginekologa , doktor stwierdziła ze muszą mi zrobić dokładniejsze usg i że prawdopodobnie zostały mi jeszcze jakieś strzębki i one będą krwawić i konieczne w tym przypadku bedzie wyłyżeczkowanie,dostałam skierowanie do szpitala i na drugi dzień miałam sie stawić, ale po wizycie wyleciało ze mnie pare skrzepów i krwawienie po 4 dniach po poronieniu ustało. Teraz mam niewidoczne praktycznie plamienie nic mnie nie boli czasami tylko z lewej strony brzucha ale wydaje mi sie ze to nie jajniki ani nie macica.Prosze doradźcie mi czy mam iść do tego szpitala jeżeli ,,nic mi nie jest'' I czy jeśli pójdę to bede musiała tam zostać na noc lub na pare dni? i czy dostane jakieś antybiotyki? Dodam że to był już 10 tydzień ;(

Nie zarejestrowany
19-09-10, 00:23
kochana koniecznie udaj się do szpitala ze mnie tez wszystko wyleciało ale i tak miałam zabieg, muszą dokładnie z Ciebie wszystko wyczyścić. Więc bez dwóch zdań jak najszybciej udaj się do szpitala, zostać na pewno będziesz musiała, ja poszłam w piątek a wyszłam w niedziele.
3 maj się i nie zwlekaj z tym.

Nie zarejestrowany
19-09-10, 20:08
Witaj
Według mnie też lepiej jakbyś poszła do szpitala,a po za tym zrobią Ci badania histopatologiczne ,które mogą coś wyjaśnić.Ja zabieg miałam w środe a w czwartek poszłam do domu,Przepisano mi antybiotyki i zażywałam je w domu.
Powodzenia trzymaj się!

Nie zarejestrowany
23-09-10, 00:01
Ewa...koniecznie idź do szpitala. Dokładne wyczyszczenie jest bardzo ważne! Niektóre kobiety są czyszczone po kilka razy z powodu niedokładnego wyczyszczenia. Przecież w sobie to nosisz...a do kolejnej ciąży musi być wszystko pięknie "wyprowadzone"

Nie zarejestrowany
24-09-10, 10:35
witam...Mam za sobą już dwie straty naszych Aniołków:((((obie ciąże zakończyły się poronieniami a dokładnie obumarciem płodów.pierwsza w 2007 a druga 2009 r.Długo nie mogłam się z tym pogodzić złość, żal, ogromny ból...... to chyba za małe słowa żeby określić co czułam gdy za każdym razem leżąc na łóżku w trakcie usg. słyszałam..:przykro mi SERDUSZKO NIE BIJE;((((((((((((((((((((((
od ostatniego poronienia mija prawie 10-ty miesiąc i nic..... tracę nadzieję, że już kiedykolwiek będę mogła cieszyć się naszą małą kruszynką.Cieszę się ogromnie,że jest takie forum gdzie mogę zwierzyć się komuś z moich smutków,bo do tej pory nie udaje mi się o tym mówić na żywo z kimś twarzą w twarz....w środku coś zaciska i odbiera mowę a łzy lecą jak z kranu....

Nie zarejestrowany
25-09-10, 14:45
Wioluś....miałaś dwa poronienia. Czy badałaś co było przyczyną? Badanie histopatologiczne, toksoplazmoza i cytomegalia. Nawet nie wiedziałam o tym, że będąc w ciąży przechodziłam cytomegalię. Ale miano IgM jest małe i nie przeciwskazań do kolejnej. I tak nie wiemy co będzie...Wszystko w rękach Najwyższego.Trzymaj się;)

Nie zarejestrowany
27-09-10, 20:06
jestem po 4 poronieniu ostatnie bylo 3 miesiace temu okazalo sie ze mojej kruszynie serduszko nie bije do dzis ciezko mi jest na szczescie mam wspanialego syna ktory kazdego dnia przypomina mi o tym ze nie wszystko stracone dodaje mi sil , mocy i wiary ze cuda potrafia sie zdarzyc czego i wam szczerze zycze

Nie zarejestrowany
28-09-10, 16:01
Droga Aniu co do badań to miałam robione tylko badanie na toksoplazmozę o które sama poprosiłam ze względu na to że mam kocurka w domu.Ale wyszło ok.Co do innych badań to do tej pory nie robiłam, ponieważ lekarze do których chodziłam do tej pory nawet nie wspominali o nich.Doszłam do wniosku, że dla nich nie liczy się pacjent tylko kasa i ich podejście do mnie jak do królika doświadczalnego.Ostatni z nich powiedział mi, że jak zajdę kolejny raz w ciążę i poronię to zacznie wyliczać i przypuszczać co jest przyczyną i tak za każdym razem:(teraz wybieram się do lekarza poleconego przez moją znajomą a przede wszystkim sprawdzonego i skutecznego już w kilku przypadkach,który już na pierwszej wizycie robi badania a nie czeka do ostatniej chwili...i pierwszy raz przed wizytą u ginekologa jestem pozytywnie nastawiona choć nie ukrywam że w niewielkim stopniu,ale to już coś ....w porównaniu z tym co było do tej pory.Mam nadzieję, że się nie przeliczę.pozdrawiam i czekam na komentarze DROGIE KOLEŻANKI;)i podobne przeżycia i ich finały:)

Nie zarejestrowany
28-09-10, 17:26
Jestem po 2 poronieniach pierwsze w maju 2005 a drugie sierpień 2009 miałam robione wszystkie badania i wyniki są dobre boję się przed kolejną ciążę nie wiem czy odważę się zrobić ten krok bardzo mocno mnie to do dziś BOLI ponieważ BARDZO MOCNO KOCHAM DZIECI:):):)

Nie zarejestrowany
28-09-10, 19:38
Nawet nie wiesz jak Cię rozumiem.Z jednej strony pragnę zajść w ciążę mimo tych dwóch poronień, ale z drugiej strony tak samo jak Ty czuję obawy,z góry zakładam jak najgorszy scenariusz.Może to idiotyczne,ale po tym wszystkim nie potrafię już chyba myśleć o tym pozytywnie:( tym drugim razem jak zrobiłam test ciążowy, mimo że wyszedł pozytywnie ja jakoś nie umiałam się do końca z tego cieszyć, może po prostu przeczuwałam, że znowu będzie tak samo???:(Tak jest na tym cholernym świecie, że jak czegoś pragniesz to tego nie masz....szczęście dostają Te, które nie umieją go docenić i wyrzucają swoje maleństwa ;(

Nie zarejestrowany
29-09-10, 15:21
ja też nie umie, a może nie chcę myśleć pozytywnie z góry zakładam , że znowu nam się nie uda:( codziennie płaczę jak jestem sama przy mężu udaję że wszystko jest ok tak samo przy znajomych i rodzinie tak naprawdę nikt nie wie przez co my musiałyśmy przejść te trudne chwile;(

Nie zarejestrowany
01-10-10, 12:34
Witajcie,
ten komentarz dedykuję wszystkim tym, które przeszły przez piekło poronienia. Dziś mam 53 lata i czeka mnie prawdopodobnie usunięcie macicy (mięśniaki). Wydawało mi się, że moje przeżycia związanie z utratą dziecka ( 2 poronienia w 12 tyg.) zostały gdzieś daleko za mną, ale to tylko złudzenie. Dziś ryczę tak samo jak wtedy i nie mogę się uspokoić. Mnie się nie udało pomimo pozytywnych badań pokonać lęku przed kolejną stratą - doszedł do tego upływający zbyt szybko czas, poziom medycyny sprzed 20 lat ale także, a może przede wszystkim brak wsparcia. Koszmar fizyczny i psychiczny,obojętność lekarzy, zdawkowe pocieszenia rodziny i komentarze znajomych, którym się wszystko w życiu udaje w stylu "następnym razem będzie lepiej" albo "może to lepiej, niż gdyby miało być kalekie" - to wszystko powoduje jeszcze większą rozpacz. Człowiek przybiera w końcu maskę obojętności, żeby nie być ranionym przez najbliższych i obcych. Dziewczyny, walczcie ile macie sił, bez względu na wszystko - nie zważajcie na nic tylko walczcie.
A jeśli mimo to się nie uda - wierzcie, że można przeżyć piękne życie u boku ukochanego człowieka także bez dziecka.
Przynajmniej w jednym jest Wam lepiej niż mnie wtedy. Macie to lub inne forum, gdzie możecie znaleźć bratnią duszę. Pozdrawiam.

Nie zarejestrowany
03-10-10, 13:19
Mialam zagrozenie ciazy,z szansa 50% (w 7 tyg ciazy). Przez nastepne 6 tyg lezalam plackiem, bralam Duphaston na podtrzymanie ciazy. Wazne tez czeste, nie co 4 tyg ale co 1-2 tyg USG (kontrola). Oprocz tego dieta befsztykowa (pomogla o tyle ze przy Duphastonie nie moglam prawie niec porzelknac i mialam minimalne zelazo). Udalo sie

Nie zarejestrowany
03-10-10, 23:21
Witam Cię..Urodziłaś zdrowe Dzieciątko? 6 tygodniu leżałaś plackiem?( w ogóle się nie ruszałaś?)

Nie zarejestrowany
12-10-10, 12:04
Tez miałam poronienie dwa razy pierwsze w wrzesniu 2008 był to 8 tydz i teraz w sierpniu 2010 był to 6 tydz .Pierwsze poronienie przeszłam makabrycznie .Zaczeł się ze spadły mi dosłownie 2 krople krwi i akurat mialam w ten dzien USG i tam mi powiedziała ,że jej przykro ale serduszko nie bije(nie nawidze tych słów) i dala mi skierowanie do szpitala a tam dramat ....zaczeli mi podawac tabletki na przyspieszenie bo jak sie dowiedzialam ja jak zajechalam to mialam obumarcie a musialam czekac na poronienie i tak lezalam tam az 5 dni po czym otrzymalam ostatnia z 4 tabletek i dostalam takich bóli ze nie szlo wytrzymac a krew lała się ze mnie jak z kranu wyłyżeczkowali mnie i bolało mnie az tydzien a krwawilam jeszcze 2 tygosnieA lekarz mi powiedział na dowidzenia tam ze jeszce jestem młoda i zebym sie nie przejmowala MASAKRA .A w tym roku jak byłam to calkiem inaczej było najpierw dawali mi tabletki na podtrzymanie ale sie nie udalo .....:( zrobili mi zabieg i kazali odczekac 3 miesiace i brac sie do dzieła lekarz powiedzial zeby kłuć zelazo póki gorące .Ale po tamtym szpitalu zmieniłam lekarza i szpital calkiem inni ludzie dzieki im przeszlam to znacznie lepiej

Nie zarejestrowany
13-10-10, 14:33
Tak czytając te wszystkie listy człowiek wie że nie jest sam pierwsze dziecko urodziłam w lutym 2008 i po tygodniu okazało się że mnie nie doczyścili i nikt się do tego nie poczuwał później mnie uśpili zrobili co mieli zrobić i na tym się zakończyło w tym roku w maju okazało się że jestem w ciąży w czerwcu byłam w szpitalu przez tydzień krwawiłam i do tego doszło przeziębienie wypisali mnie dali leki i powiedzieli że czasem tak bywa po miesiącu krwawienia pojechałam na USG i moja pani doktor oznajmiła przykro mi dziecko się nie rusza nie ma tętna skierowanie do szpitala.Pocieszali mnie że wszystko będzie dobrze pierwsze dziecko urodzone naturalnie więc teraz szybko pójdzie od środy do piątku faszerowali mnie tabletkami ąż w piątek stwierdzili że jest konieczny zabieg ze znieczuleniem miejscowym .Więc zgodziłam się mam córkę która ma 2 i pół roku więc chciałam jak najszybciej być w domu.Szybko zrozumiałam jednak że to był błąd żadnego parawanu na żywioł zaczęłam się dusić a po wszystkim zobaczyłam moje 13tygodniowe dziecko zamknięte w małej butelce szok nie do opisania.po 4 dniach od zabiegu zaczęłam krwawić i tak było przez 2 tygodnie.Od lekarza dowiedziałam się że za 6 tygodni powinnam dostać okresu . Od zabiegu minęło 2 i pół miesiąca brzuch w dole mnie boli i nic w ciąży też nie jestem bo robiłam test już nie wiem co mam dalej robić...

Nie zarejestrowany
16-10-10, 19:25
Witajcie dziewczyny. Doskonale was rozumiem!
Ja w zeszłym roku w marcu urodziłam martwą córeczkę- udusiła się pępowiną - byłam 3 dni po terminie. To traumatyczne przeżycie, tym bardziej, że przez całą ciążę wszystko było "książkowo". Lekarze mówili: jest pani młoda, będziecie mieli jeszcze dzieci! Straciłam chęć do życia!!!
7 miesięcy później zaszłam w kolejną ciążę, bardzo się cieszyłam i gdy byłam w 10 tyg. okazało się, że serduszko nie bije- potem miałam łyżeczkowanie. Po 2 miesiącach lekarz powiedział, że trzeba próbować i za pierwszym razem nam się udało,ale nie potrafiłam się już cieszyć. Niestety znów w 10 tyg. dowiedziałam się, że ciąża obumarła!!! Kolejne łyżeczkowanie!
Od tej pory minęło pół roku, zrobiłam wiele badań i wszystkie wyszły ujemne.Usłyszałam, że przyczyna tkwi w psychice i muszę się odblokować. Tak bardzo się boję kolejnej ciąży, ale będziemy walczyć wraz z mężem do końca- nigdy się nie poddam. Wierzę, że kiedyś będę trzymać nasze dziecko w ramionach!!! Pozdrawiam was wszystkie aniołkowe mamy. Jestem z wami!

Nie zarejestrowany
16-10-10, 20:16
ehhh aż mnie zatkało ty to przeżyłaś już 3 razy :( ja raz i nie mogę przestać normalnie funkcjonować:( poroniłam w marcu a do dnia dzisiejszego jest mi cięzko mimo starać o dziecko do dnia dzisiejszego nie wychodzi :( też powiedziałam sobie że się nie poddam i będzie próbowac musi nam się w końcu udac, trzymam za ciebie kciuki 3 maj sie

Nie zarejestrowany
17-10-10, 18:52
Dziękuję Ci za słowa pociechy. Musimy myśleć pozytywnie!
Wiesz, najgorsze jest to, że my kobiety, które tak pragniemy dzidziusia jesteśmy wystawiane na takie ciężkie próby. Myślę, że będziemy przez to silniejsze i bardziej będziemy kochać i doceniać nasze dzieciaczki w przyszłości.

Nie zarejestrowany
11-11-10, 14:33
bardzo boje sie utraty mojego maluszka, przedwczoraj skonczylismy 17 tydzien, ale zaczely nam sie straszne bole macicy i brzucha.od poczatku ciazy jestem na luteinie(pierwsza ciaza zakonczyla sie poronieniem samoistnym).teraz dodatkowo nospa rozkurczowo co 6 godzin.boli i dlatego sie boje.leze cale dnie, nie przemeczam sie.lekarz stwierdzil napieta macice.boze jak ja sie boje! :cry: :cry: :cry:

Nie zarejestrowany
11-11-10, 19:22
Do Aga:
Aga trzymam mocno za was kciuki! Myśl pozytywnie, na pewno tym razem się uda! Najgorsze jest to czekanie i myślenie o najgorszym oraz ta bezsilność. Jestem z tobą myślami!!!

Nie zarejestrowany
24-11-10, 16:43
trzymaj się aga...ja całą ciąże przeleżałam i jak ty byłam na lekach rozkurczowych, trochę w szpitalu pod kroplówkami...macica w ciągłym skurczu...ale wszystko się udało...trzymam kciuki :)

Nie zarejestrowany
24-11-10, 17:30
Cześć dziewczyny.Współczuje Wam ogromnie,bo ja również straciłam ciąże i to 4.Wyniki mam w większości ujemne.Myśle że problem tkwi nie w odblokowaniu sie,a w zespole antyfosfolipidowym.W mojej miejscowości lekarze pomimo ujemnych wyników przepisują na to zaszczyki przeciwzakrzepowe i czasem do tego aspiryne lub acard.Kiedyś w przyszłości będzie standardem wypisywanie tych zaszczyków bo dzięki nim rodzą sie zdrowe dzieciaczki.Dobrze by jeszcze było,żeby lekarze brali pod uwagę;że ten zespół czasem objawia się wtedy tylko gdy się jest w ciąży.Własnie mam zamiar je brać bo tylko w nich nadzieja.pozdrawiam

Nie zarejestrowany
24-11-10, 17:48
Tolerancjo myślę,że gdybys brała te zaszczyki to by sie z pewnością udało.Ja rok temu gdy straciłam kolejna ostatnią ciąże to mój profesor rozłożył ręce i powiedz.że nie umie mi pomóc a zaszczyków mi nie przepisze bo mam wynik ujemny.No i własnie sie dowiedziałam ze moja znajoma ma też ujemny ale gdy zaszła w ciaze był dodatni.teraz ma dzidziusia dzieki tym zaszczykom a i acardzie. pozdrawiam

Nie zarejestrowany
21-12-10, 23:01
A co to sa te 'zaszczyki'?? Nie znam takiego slowa, kojarzy mi sie z, za przeproszeniem, szczaniem, ale wydaje mi sie, ze nie o to ci chodzilo... Moze wyjasnisz?

Nie zarejestrowany
07-01-11, 10:34
Chodziło o zastrzyki. Nie dałaś rady się domyśleć, że to błąd pisowni, czy po prostu lubisz tanią, bliską dnu z mułem rozrywkę, jaką niektórym daje wytykanie błędów innym?

Nie zarejestrowany
07-01-11, 23:54
niestety nie którym się nudzi, szkoda że w takich tematach....no ale cóż tacy są już nie którzy ludzie - szok !!!

Nie zarejestrowany
01-02-11, 13:46
Cześć dziewczynki.Troszeczkę czasu minęło odkąd ostatni raz tu zaglądałam.Tym razem mam do Was pytanko;czy któraś z Was miała do czynienia z badaniem na drożność jajowodów??? Pytam, ponieważ od dłuższego czasu staramy się o dzidziusia i niestety starania te kończą się niepowodzeniem:( Może niektóre z Was pamiętają, że mamy za sobą Dwa poronienia z tym, że te poprzednie ciąże (przychodziły nam troszeczkę łatwiej tzn.szybciej) i teraz właśnie stąd te moje podejrzenia , że powodem jest zator jajowodów,choc wiadomo, że niekoniecznie.Wolę sprawdzić i mieć spokojną glowę, tym bardziej, że z tego co mi wiadomo nic to nie kosztuje, bo moge zrobić to badanie podobno państwowo prawda????Chcialaby, żeby ta Nasza nerwówka skończyla się w końcu...to co miesięczne odliczanie dni czy dostanę czy nie...zaczynam już z tym sobie powoli nie radzić, staję się bezradna... :cry: i najgorsze jest to,w sumie bardzie robi się dla mnie niepokojące, że co raz częściej łapię doła!!! :cry: zamykam się w sobie i rycze po kątach,a już nie daj Bóg jak zobaczę moje sąsiadki jak spacerują ze Swoimi maleństwami ,ten ból , to uczucie i ta NIEMOC są nie do opisania :cry:

Nie zarejestrowany
07-03-11, 15:13
:evil: sorry laski zajrzałam tu bo mam ten sam problem co wy ale muszę poprzeć moja poprzedniczkę; gdy czytam "zaszczyki", "dnu mułu" "nie którzy" to dochodze do wniosku,że nie chcę ani porady od mądrych inaczek kobiet, ani dzielić się moimi troskami z analfabetkami :(
...mam nadzieję,że wasze dzieci będą mądrzejsze od swoich mamuś, masakra :(

Nie zarejestrowany
14-03-11, 16:38
jeżeli dla ciebie ktoś jest analfabetom bo zrobił jeden błąd, to wybacz polonistko nie każdy jest idealny i każdy popełnia błędy tym bardziej ortograficzne i myślę, że nie jest to temat na takie dyskusje, bo tutaj na prawdę są większe problemy, a jeżeli nie chcesz od nas rad, bądź czytać naszych przeżyć to nie wchodź tu i tyle.
szkoda słów dla takich osób jak ty.......

Nie zarejestrowany
17-10-13, 12:07
ja straciłam 2 dzieci w ciągu roku w 15 stycznia miałam zabieg ponieważ pierwsza ciąża obumarła w 9 tygodniu byłam bardzo załamana ale postanowiliśmy z mężem się nie poddawać i w kwietniu okazało się że jestem w ciąży niestety od samego początku były problemy szpitale leki na podtrzymanie ale w drugim trymestrze było już lepiej miałam nadzieje że wkońcu się uda i że będziemy mieli nasze upragnione dziecko niestety w 24 tygodniu 16 września pojawiły się brązowe upławy i lekkie plamienie nastraszyłam się i poszłam do szpitala po badaniu okazało się że mam pełne rozwarcie i pęcherz płodowy w szyjce macicy załamałam się gdy lekarz powiedział że muszę urodzić mojego synka który do samego końca się ruszał i był zdrowy miałam nadzieję że się uda i go uratują ale moja nadzieje zgasły gdy lekarz pół godziny po porodzie przyszedł i powiedział że niestety akcja reanimacyjna się nie powiodła i mojego synka nie udało się zaintóbować siat mi się wtedy zawalił a serce mało nie pękło gdy po chwili przynieśli mi moje martwe maleństwo którego tak bardzo pragnełam nie wiem co mam robić tak bardzo pragnę dziecka ale jeszcze bardziej się boje że je znowu stracę.

buczek544
15-11-13, 03:58
Twoje dziecko, mąż, żona, dziewczyna czy chłopak wraca późno do domu i nie chce ci powiedzieć gdzie był? koniec z tym! dzięki tej stronie namierzysz telefon i dowiesz się gdzie aktualnie przebywa osoba której szukasz!
http://epidem.pl/bhmds.html