Witam. opowiem w skrócie moją historię może jest tu ktoś kto coś podobnego przeżył i podzieli się swoim problemem.

w sierpniu 2014 zaszłam w ciąże 29 września poroniłam i miałam zabieg łyżeczkowania. Okres powrócił 8 listopada 8 grudniu i w styczniu choć się trochę spóźnił. dwa tyg przed miesiączką w lutym miałam objawy jak w ciąży ( mdłości, zawroty głowy wrażliwość sutków, częstsze sikanie, senność, ciężkość w podbrzuszu) pierwszy test wyszedł cień cienia jednak kolejne wychodziły negatywne.

6 lutego wieczorem zauważyłam troszkę krwi pomyślałam że to nie ciąża i okres tuż tuż. następnego dnia rano wstając z łóżka nie dobiegłam do łazienki tak się ze mnie wszystko wylało.
dużo krwi i skrzepów tak jak do jednej ręki ( tyle ich było) jednak nie miałam przy tym żadnego bólu brzucha czy coś oprócz tej ciężkości jakby kamień w podbrzuszu, przez cały dzień tylko jakby resztki skrzepów i krew mocno czerwona.
Pierwszy raz coś takiego mi się przydarzyło i nie wiem co o tym myśleć?